Jedziemy na wschód, w stronę parków narodowych. Jesteśmy szybko przesuwającą się kropeczką na nieskończonych setkach amerykańskich autostrad. Przedzielone szeroką wstęgą zieleni lub piachu, mają po kilka pasów w jednym kierunku, które czasami biegną nawet na różnych poziomach.

We head east in the direction of national parks. We are a fast moving dot on endless kilometers of American highways. Divided by a wide stripe of green or sand, they can have a few lines in each direction and sometimes they even go on different levels.

Jest sucho, piaszczysto, słonecznie. Mijamy różne osobliwości: dom indiański (konie w zagrodzie), pagórek piasku na sprzedaż, samotne tory kolejowe, betonowy krąg z napisem “bądź świadomy” (ale czego?)

It’s dry, sandy and sunny. We pass by a few curiosities: Indian house (horses in the pin), hill of sand for sale, lonely railway lines, concrete round with inscription “Aware” (but of what?)

Piasek i skały aż po horyzont. Aż tu nagle – kwiaty na pustyni! Przyglądam im się w zachwycie. Znowu piasek. I kolejna niespodzianka – oaza: palmy, trawa, wygolone pola golfowe. Nieprawdopodobne kontrasty.

Sand and rocks up to the horizon. And suddenly – flowers on the desert! I’m amazed. Sand again. And another surprise – oasis: palms, grass, nettly cut golf fields. Unbelievable contraditions.

Autostrada_6

Autostrada przebija się przez pierwsze większe pasmo górskie. Udaje mi się uchwycić ogrom skali: ciężarówki (o wiele większe niż w Polsce) wyglądają jak plastikowe zabawki na tle potęgi natury.

Highway crosses the first bigger mountain range. I manage to capture the scale differences: trucks (much bigger then the Polish ones) look like plastic toys at the background of gigant nature.

Advertisements