Zostawiamy Bryce Canyon i jedziemy w górę drogi zobaczyć, co jest na jej końcu. A tam – śnieg! Mocno wieje i jest dziwnie zimno. Patrzymy na tabliczkę – “Punkt Tęczy – 9115 stóp”. No tak, jesteśmy na wysokości Rysów!

We leave Bryce Canyon and go up the road to see what is at its end. And there – snow! It’s strangely cold and windy. We look at the board – “Rainbow Point – 9115 feet”. Oh yes, we are on over 2000 meters!

Jedziemy ponownie przez Kanion Czerwony. Jest późne popołudnie. Poranne pomarańcze – jak za dotknięciem różdżki – przemieniły się w niemal krwiste czerwienie. Zdjęcia wychodzą niesamowicie.

We drive again through Red Canyon. It’s late afternoon. Morning oranges – as by a touch of a wand – changed into almost sanguine reds. On photos it looks even more weird.

Kanion Czerwony_2

Mijamy ładny rządek amerykańskich ciężarówek i dwa urocze kolorowe autka w dawnym stylu. A na koniec – nie, to niemożliwe! – trabanta. Nachodzi nas nostalgia za naszą dobrą Wschodnią Europą.

We pass by a nice row of American trucks and two lovely colorful cars in an old style. And at the end – it’s unbelievable! – a trabant. We feel like back in good East Europe 😉

Śpimy w typowym motelu przy drodze. Rano budzi nas burza – zapowiedź nadchodzącego ochłodzenia. Drugie śniadanie zjadamy w kafejce w napisem: ” Kawa nie jest narkotykiem, to witamina!” Humory nam dopisują.

We sleep in a typical motel by the road. Morning wakes us with a storm – a forecast of a coming cool-down. We eat a second breakfast in a cafe with inscription: ” Coffee isn’t a drug. It’s a vitamin!” We are in a good mood.

Advertisements